A teraz coś z zupełnie innej beczki, bo książka… polskiego autora.
„Powiedz coś po czesku!” Jacka Balucha, wybitnego slawisty, tłumacza i popularyzatora kultury czeskiej a w pierwszej połowie lat 90. ambasadora Polski w Pradze, to niesamowite źródło anegdotek, ciekawych historii, których tematem numer jeden są lingwistyczne i i filologiczne perełki języka czeskiego. Hasła ułożone na wzór słownika przywodzą na myśl podobne, kultowe już pozycje Juliana Tuwima i Stanisława Barańczaka. Autor sam wprost wspomina o tych dziełach, jako jednych ze swoich inspiracji i nie jest to absolutnie porównanie na wyrost.

Główny nacisk autor oczywiście kładzie na wspomnianą wyżej warstwę językową. Ale nie spodziewajcie się banałów w stylu „szukać”, czy czeskiej „dziewki” (choć autor ze stoickim spokojem wyjaśnia i te kwestie, dementując też wszystkie polskie wariacje na temat czeszczyzny w stylu „drevnego kocura”). Ta książka to także głębia dość egzotycznych czechizmów. Czytając rozkoszujemy się nazwami Poczdamu i Flandrii (Postupin i Vlamsko), informacji co o Czechach i języku czeskim pisano w XVI-wiecznym „Dworzaninie polskim” i wielu wątków z historii i kultury naszych czeskich przyjaciół. Równie ciekawe są anegdotki związane z samym tłumaczeniem (jak to się stało, że „Křováci” to po polsku „Buszmeni” i co ma z tym wspólnego angielski oraz jak pieśń czeskich anarchistów pomogła w tłumaczeniu Tuwima). Absolutnym mistrzostwem jest rozdział, w którym autor zabiera nas w podróż tłumacza tuwimowską „Lokomotywą”, wyjaśniając krok po kroku jak stworzył jej czeski przekład. Ukazanie pracy tłumacza „od kuchni”, zwłaszcza przy pracy z wierszem, to jedna z najcenniejszych cech tej książki i powinno się ją obowiązkowo odczytywać na wszystkich studiach filologicznych.
Czytając „Powiedz coś po czesku!” stykamy się też z bardzo ważnymi poznawczo czeskimi neologizmami i frazeologizmami. Język czeski służy jednak autorowi jedynie jako punkt wyjścia dla swoich opowieści o Czechach i tamtejszej kulturze czy historii.

Co z Napoleonem ma wspólnego czeska gospoda Pindulka? Czy najważniejsza bitwa w średniowiecznej historii Czech odbyła się „na” czy „pod” Białą Górą i czy mieliśmy szansę ją zdobyć zwiedzając Hradczany? Dlaczego polski „dzięcioł” to czeski „datel” i czemu w ogóle nie powinno nas to dziwić? Czy zamawiając w Czechach piwo zdradzamy swoją narodowość? Czy gdybający Czesi gonią „byka” ? Czemu wszystkie nazwiska kobiet w czeskim zapisujemy z -ova na końcu („Marie Skłodowska-Curieova”) i dlaczego „Madame Butterfly” nie chce być „Butterflyovą”? To tylko niektóre z wątków „Powiedz coś po czesku!”.

Jednak prawdziwym wysypem perełek historycznych i językowych jest hasło „Cantilena inhonesta”, dotyczące sprośnej pieśni żakowskiej z początków XV wieku, spisanej przez śląskiego zakonnika Mikołaja z Koźla. Dzieło tak oburzyło ówczesnych hierarchów, że całość rękopisu zamazano utrudniając lekturę. Od tej pory jednak trwają fascynujące (!!!) prace lingwistów różnych krajów nad próbami właściwego odczytania dzieła i określenia w jakim języku zostało napisane. Swój „akces” do pieśni zgłaszali przez lata zarówno Czesi jak i Polacy. Wielkie autorytety lingwistyczne ustaliły jednak swego czasu, że frywolna piosenka o dziewce „co nie chciała dać… koniowi owsa” to jednak polszczyzna choć z licznymi czechizmami.
Autor – bardzo przekonująco – poddaje tę tezę pod wątpliwość a raczej wprost udowadnia nam, że dzieło należy odczytać jako… napisane po czesku. Zaś historia literackich sporów i polemik w tym temacie oraz stopniowego odczytywania poszczególnych liter w wyrazach tego dzieła (które zmieniały sens całości) są tak fascynujące, że mogłyby służyć za kanwę powieści sensacyjnej z jakąś lingwistyczną wersją profesora Langdona szukającego „kodu Mikołaja z Koźla” (ok, poniosło mnie…). Ale jeśli Jacek Baluch jeszcze nie myśli o tym by historię „Chci já na pannu žalovat”* przenieść na niwę powieści sensacyjnej – to czym prędzej powinien się nad tym zastanowić!

Najnowszą książkę Jacka Balucha polecamy zarówno zaawansowanym czechofilom, jak i tym początkującym. Każdy znajdzie w niej coś ciekawego dla siebie i nawet tak pozornie znane i przegadane tematy jak „Praska Wiosna” czy „Pociągi pod specjalnym nadzorem” mogą w książce zaskoczyć nowymi faktami. Zaś „słownikowy” układ i pieczołowicie ułożony indeks ułatwiają szybkie odnalezienie wszystkiego co nas najbardziej interesuje. Nie zabrakło nawet prostej instrukcji jak „czytać czeski”.
Do pociągu, na nudny wykład, na listopadowy zimny weekend, przed wyjazdem do Czech – pozycja idealna a nawet obowiązkowa !

( * „Chci já na pannu žalovat” zapisujemy – jak chce autor – po czesku, twierdząc, że wobec tak postawionych dowodów, miło byłoby abyśmy na 100-lecie Republiki oddali Czechom pełnie praw do ich dzieła)

 

Jacek Baluch, Powiedz coś po czesku! Igraszki językowo-literackie

Wydawnictwo Universitas

Kraków 2018.

Please follow and like us: