Pierwsza wyjazdowa recenzja Sousedi.pl przypadła wcale nie na Pragę ani na Brno. To nawet nie Karvina.  Wybraliśmy się…do Katowic.

Katowicka „Česka Hospoda”, bo to ona była celem naszej kulinarnej podróży, to całkiem klimatycznie zaaranżowana piwnica jednej z kamienic w centrum Katowic. Surowa cegła oddaje dobrze klimat cesarko-królewskiej karczmy, jakoby rodem z prozy Haška. Od wejścia wita nas gablotka ku pamięci największego z Czechów, czyli Járy Cimrmana.

Są wycinki prasowe, historia postaci i cytaty – a jakże – ze Szczygła poświęcone tej postaci. Dalej mamy to, czego po czeskiej knajpie oczekiwalibyśmy – czeskie piwo, frykasy, Kofola i menu z podstawowymi czeskimi potrawami. Nawet bardzo podstawowymi, ale chyba właśnie w klasykę gatunku celują właściciele, a nie w popularyzację mniej znanej kuchni południowych sąsiadów. Mamy więc knedle z gulaszem, „utopenca” (serdelka w marynacie) czy fast foodowy klasyk – smażony ser z frytkami. Ale znajdziecie tam również ołomunieckie serki, co jest dowodem na to, że właściciele jednak w te Czechy dość mocno się wgryźli.

W tle cały czas towarzyszy nam dobrze znany soundtrack, czyli wszystko co powinno być słyszane w czeskiej knajpie: od Nohavicy, przez Ewę Farnę, aż po czeski metal. Naprzemiennie. Jest výborně! Pierwszy raz słyszeliśmy wykonanie piosenki „Żałuję” Eweliny Flinty w czeskiej wersji językowej… Eeeee co najmniej dziwne uczucie 😉

Właściciele zadbali również o co nieco dla ducha, dlatego w knajpie mieści się mała bo mała, ale jednak biblioteczka czechofila z dosyć niebanalnymi dziełami. Dodatkowo przygotowano coś w stylu informacji turystycznej czeskiego obszaru przygranicznego. Mamy tu ulotki z Jeseníka, Ostrawy i mapki turystyczne. Tak aby zaraz po knedlach wsiąść do busa i wysiąść nad Wełtawą.

Pora coś zamówić. Wybór wcale trudny nie był, bierzemy knedle z gulaszem. Pani Prochaskova gulaszem zachwycona bo doprawiony solidnie, za to porcja jak na to smukłe dziewczę za duża 🙂 …ale spokojnie nic się nie zmarnowało 😀 Danie wszystkim znane, bo to klasyk praskich restauracji wypada całkiem ciekawie, choć oczywiście do oryginału ze stolicy Bohemii jednak czegoś mu brakuje. Ale to oczywista sprawa – jedząc w Pradzę „jemy Pragę” – wraz z jej klimatem, atmosferą, muzyką dobiegającą z ulic i całym tym czeskim majdanem, który tak kochamy.  Tymczasem my jesteśmy w Katowicach na ul. Gliwickiej, a zaraz za nami do piwnicznej knajpy wchodzą…Czesi, pracujący w stolicy województwa śląskiego. A jeśli oni z tysiąca mniej lub bardziej udanych miejscówek katowickich wybierają właśnie Česką Hospodę, to znaczy że chyba czują się tam całkiem swojsko. I to wystarcza nam za najlepszą rekomendację.
Oczywiście czytaliśmy recenzję z konkurencyjnego czechofilskiego bloga, który podobno jest „inaczej i bez nadęcia” (sic!) ale – wybaczcie – po gesslerowskim fragmencie:

„Dalej, sos do gulaszu, którego nie starczyło na porządne i pożądane w tym wypadku wymoczenie rzeczonych knedli, to już numer dla nas niezrozumiały.”

daliśmy sobie spokój…. Wróćmy do naszej recenzji…

My, Česką Hospodę polecamy wszystkim miłośnikom czeskiego klimatu i to nie tylko tym, którzy kochają po prostu czeskie piwo. Nie jest to żadna klasa ekonomiczna, ale sympatyczne miejsce z nawiązaniem do klimatu, który kochamy.

Aha! Najważniejsze Pani Prohazkova spróbowała w Hospodzie Kofoli, w której nie specjalnie gustuje i powiedziała że „całkiem, całkiem” Znaczy – cud! Może za sprawą Járy Cimrmana?!

Zdravíme vás!
Pani Procházková & Pan Prohlídka

PS: Nie, nie zabrakło Szwejka!

Please follow and like us: