Nie ma chyba bardziej znanego czeskiego barda na polskiej ziemi. Piosenki Nohavicy wzruszają, bawią, śmieszą i niezmiennie zachwycają melomanów nad Wisłą. W Czechach jego płyty sprzedają się lepiej niż produkcje Ewy Farny. Choć w jego biografii nie brakuje dramatów ani kontrowersji, szybko stał się ulubieńcem Czechów, Słowaków a z roku na rok jest również coraz bardziej „nasz”. Łączy narody, łączy kultury, dotykając w swych pieśniach rzeczy ważnych, trudnych ale i rubasznych, często okraszonych czarnym humorem.

Jaromir Nohavica związany jest ściśle z terenem pogranicza kultur na Śląsku Cieszyńskim. Jest rodowitym ostrawianinem (gdzie wrócił prawie dwie dekady temu) choć jego korzenie są związane z Wołoszczyzną Morawską (Valašsko) a sam mieszkał również w Opawie i – już w dorosłym życiu – w Czeskim Cieszynie. Tam pracował m.in. w miejskiej bibliotece a po godzinach… wydawał podziemną „bibułę” (m.in. przekład na czeski fraszek polskiego poety Jana Sztaudyngera).

Swoje własne utwory zaczął wykonywać w latach 80., choć wcześniej już próbował swych sił w zespołach rockowych (jeden z nich miał nawet spore problemy z czeską władzą ludową). Swój poważny debiut zaliczył jednak w 1983 roku w swojej rodzimej dzielnicy Ostrawy – Porubie (której zadedykował ostatni swój krążek). Ale na lata prawdziwej popularności musiał jeszcze poczekać. O tym, że ściągnie tłumy na koncerty poza ojczyzną, pewnie nawet nie marzył.

Czeska piosenka, w czasach debiutu Nohavicy i jego wczesnej muzycznej twórczości, naszym rodakom kojarzyła się albo z recitalami w Sopocie w wykonaniu Vondráčkovej czy Gotta (właściwie… większości do dziś się tak kojarzy…) lub – jeśli już mowa o pieśni autorskiej – z innym czeskim bardem, Karelem Krylem (którego entuzjastycznie witano na występach we Wrocławiu w 1989 roku). Jednak uważny polski meloman mógł już w połowie lat 90 wypatrzyć i wysłuchać jego piękne wykonanie „Cieszyńskiej” („Těšínská”) – pieśni opowiadającej o przedwojennych losach mieszkańców tego miasta na styku kultur i ich błogiej nieświadomości w związku z tym co przynieść ma jeszcze los…

Nagrania Nohavicy w polskim radiu zaczęła jako pierwsza nadawać oczywiście „Trójka”. Konkretnie „Powtórka z rozrywki”. Były to czasy w których Nohavica jeszcze nie gościł na antenie tak często jak dziś (na słynnej liście przebojów Niedzwieckiego „zdetronizował” niedawno Metallikę z pierwszego miejsca oraz dał wspaniały koncert w studiu im. A. Osieckiej). Pan Prohlídka przypomina sobie pierwszą pieśń jaką usłyszał w wykonaniu Nohavicy. Namierzenie tematu pieśni było zdecydowanie łatwiejsze niż namierzenie samego wykonawcy, nie tylko dlatego, że Nohavica w refrenie… kwiczy.

Była to tytułowa piosenka z albumu wydanego dla dzieci pod tytułem… „Trzy świnki” („Tři čuníci”):

Zwracamy uwagę na ten przedziwny teledysk i to co dzieje się tam… w tle.
I przypominamy, że to płyta (i teledysk) dla dzieci 🙂

Nohavica „zaistniał” w zbiorowej świadomości Polaków bardzo mocnym akcentem w postaci płyty „Świat wg Nohavicy”, na której pieśni czeskiego barda zaśpiewali m.in. Zbigniew Zamachowski, Artur Andrus czy Edyta Geppert. Oczywiście, już wcześniej był u nas znany, nawet miał za sobą kilka dobrze przyjętych koncertów. Istotnie, płyta była raczej efektem jego rosnącej popularności w Polsce. Jednak nie sposób odmówić twórcom płyty z piosenkami Nohavicy po polsku tej przełomowej roli (podobnie jak później spektaklowi Mariana Opani z piosenkami Nohavicy i Cohena). Nohavica szerzej przestał być kojarzony wyłącznie ze śmiesznymi piosenkami po czesku. Wraz z tymi utworami i ich świetnymi tłumaczeniami, czeski bard wreszcie „przemówił” do Polaków, ustami piosenkarzy, aktorów, kabareciarzy, na niespotykaną wcześniej skalę.

Pozamuzycznie, z pewnością przełomowy okazał się film Petra Zelenki „Rok diabła”, opowiadający o walce Nohavicy z nałogiem. Jak to u Zelenki surrealistycznie, nie do końca z tej ziemi, ale jednak prawdziwie. Scena z wykładem Nohavicy o alkoholowej górze, którą każdy z nas ma do przejścia zyskała już miano kultowej.

Podobnie jak ścieżka dzwiękowa do filmu, gdzie Nohavica swe najważniejsze utwory wykonuje razem z folkowym Čechomorem.

2018 rok to świetny powrót Nohavicy. Płyta „Poruba” to nie tylko nostalgiczna podróż do jego rodzinnej dzielnicy Ostrawy, ale również Jarek jakiego kochają zarówno Czesi jak i Polacy (i całkiem sporo Słowaków a nawet Rosjan). Na polskim rynku ukazała się nawet rodzima wersja krążka z polskojęzycznym tłumaczeniem „Černej Jamy”, czyli „Czarnej Dziury”

Ten, kolejny już w jego twórczości okraszony czarnym humorem kawałek o śmierci. Zresztą sam artysta w jednym z wywiadów w 2005 roku mówił:
„- Kiedy niedawno podsumowywałem swoją dotychczasową twórczość zauważyłem, że wątkiem który coraz częściej wraca jak refren jest śmierć. Człowiek jest istotą śmiertelną i nie ma od tego odwrotu. Przyzwyczaiłem się do „tu i teraz”, ale dużo rozmyślam o tym, co jest – czy raczej może być – poza życiem. Mam w repertuarze utwory poważne i niepoważne – takie, jakie jest życie. Ludzka egzystencja to przecież cały wachlarz barw – od czerni do bieli. I ja staram się to pokazać.

To
nie jedyny polski akcent w jego twórczości (pomijając już kultową „Zanim odwalę kitę”). Na wspomnianej już wcześniej płycie „Świat wg Nohavicy” również wystąpił sam Nohavica , z utworem „Milionerzy”.

Z kolei na ostatnich koncertach, w tym podczas występu w radiowej Trójce, Nohavica zaprezentował m.in. polską wersję nowej piosenki „Mně snad jebne” pod tytułem „Szlag mnie trafi”.

Z okazji urodzin czeskiego pieśniarza życzymy mu jeszcze z tysiąca pięknych utworów i całego mnóstwa koncertów (w Polsce!). Choć sami nie wiemy czy te życzenia nie są aby z naszej strony zbyt egoistyczne…

Może więc zamiast wielkich słów wsłuchajmy się dziś w jego utwory i pogrążmy się w żywych nadziejach, że polskich wątków w twórczości Jaromira będzie coraz więcej.
I w to, że dzięki nim bracia Czesi pozwolą nam cieszyć się Nohavicą również jako „naszym” bardem.

Sto lat, Jaromir!

Zdravíme vás!
Pani Procházková & Pan Prohlídka

Please follow and like us: