Cały czechofilski internet w Polsce rozpisuje się dziś na temat „Pomlázki”, czyli czeskiego (właściwie czesko-morawsko-słowackiego) zwyczaju smagania wierzbowymi wiązkami dziewcząt w Poniedziałek Wielkanocny (Słowacy użyją raczej nazwy „Šibačka”). Niektórych zwyczaj nieco dziwi, inni nie kryją oburzenia. Czy naprawdę jest on tak dziwny i zły? Przyjrzyjmy się o co z tymi wiązkami chodzi…

W polskiej odmianie tegoż świętowania, które na przestrzeni dziejów przeszło swoisty „rebranding” i stało się „lanym poniedziałkiem”, w tradycyjnej nazwie słyszymy przecież owe „śmignięcie” – pierwszy człon nazwy „Śmigus – Dyngus” pochodzi właśnie od energicznego smagania gałęzią. Drugi człon, najprawdopodobniej pochodzi z niemieckiego „Dünnguss”, oznaczającego chlust wody. Wedle specjalistów od kultur ludowych obydwa zwyczaje (śmigus i dyngus) początkowo były odrębnymi tradycjami, które dopiero później (nomen omen) „zlaly się” w jedno, związane z Poniedziałkiem Wielkanocnym.
A zatem nasi słowiańscy praojcowie i pramatki „bawili się” w tym okresie w podobny sposób. A jaka kryje się za tym symbolika?

Smaganie wiązkami wierzby, wedle tradycji chrześcijańskiej związane było z symboliką cierpienia Chrystusa a praktykowane np. w okolicach Niedzieli Palmowej (często wiązki gałęzi zastępowały owe palmy). Jednak – jak to ze zwyczajami chrześcijańskimi bywa – często są tak naprawdę pogańskimi tradycjami, zaadoptowanymi na potrzeby religii. Podobnie jest z wielkanocnym smaganiem, czyli Pomlázką. Jak większość wiosennych zwyczajów pogańskich Słowian, i ten związany był z radością z przyjścia wiosny. I jak wiele innych, smaganie się wierzbą w tle miało wyraźne nawiązanie do… seksu.
Wedle tradycji pogańskiej smagania dopuszczano się w celu obdarzenia smaganego większą płodnością. W połączeniu z dyngusowym oblewaniem się wodą, Śmigus / Pomlázka miały zapewniać witalność i gotowość do prokreacji.
Niestety, smagano w ten sposób nie tylko dziewczęta, czy kawalerów (o tym za moment) a nawet… zwierzęta gospodarskie!. Jako miłośnicy zwierząt przełknęlibyśmy nawet wizję wzajemnego okładania się gałęziami przez panny i kawalerów – ale biczowanie krów i baranów? Co to, to NIE!

Ale żeby było jasne – słowiański, pogański rodowód Śmigusa / Pomlázki nie miał w sobie nic z seksizmu. Tak jak wspomnieliśmy: chodziło o wzajemne „traktowanie się” gałązkami , w celu prokreacyjnym (termin „wiejskie zaloty” mówi Wam coś?) a role były w nim wyraźnie rozpisane. Najpierw dziewczęta smagały gałęziami chłopaków, tydzień później chłopcy dziewczęta. Wedle niektórych teorii stąd dzisiejsze Niedziela Palmowa (zwana czasem „Wierzbną Niedzielą”) i Poniedziałek Wielkanocny ze Śmigusem / Pomlázką dzieli współcześnie właśnie tydzień przerwy.

Hierarchowie kościelni nie mogli znieść tego rodzaju świętowania. Zwyczaje „utemperowano”, nadano im nową symbolikę, związaną z cierpieniem Chrystusa, śmiercią na krzyżu oraz oczywiście zmartwychwstaniem. Ale zarówno oblewanie się wodą, jak i smaganie wiązkami gałęzi przetrwały.

Zwyczaj zachował się na terenie Republiki Czeskiej, Słowacji, częściowo również w Polsce południowej oraz na Kaszubach a także na północnych Węgrzech. Większą popularność zdobyła „wodna” wersja świętowania Poniedziałku Wielkanocnego, który zdominował wiele słowiańskich krain, od terenów polskich, przez Morawy i Słowację (Oblévacka , Šmigrust) przez Galicję i całą Zachodnią Ukrainę, aż po Bułgarię, gdzie jako „Peperuda” związany był z modłami o deszcz (nazwa pochodzi od kultu żeńskiej formy Peruna, czyli Perperuny).

Zatem pamiętajmy, czytając o czeskim zwyczaju smagania się wiązkami gałęzi na Wielkanoc, że w tle tej pozornie dziwnej tradycji czai się wielowiekowa historia radości z nadejścia wiosny i… zalotów, po prostu.
I że nie jest to tradycja ani nam odległa, ani obca.


…tylko, cholera, tych zwierzaków szkoda!

Please follow and like us: