„Niektóre pewniki, które się w Polsce powtarza o Czechach, to po prostu zwykłe głupoty.
Często pracuję jako przewodnik i oprowadzam Polaków. I słyszę: mają tak piękną to Pragę, bo nie walczyli. (…) Kiedy mówię jak wyglądały walki albo opowiadam o zamachu na Heydricha, to widzę w większości oczu niedowierzanie.” (Mariusz Surosz)

„Dlaczego Czesi nie mieli ruchu oporu?” – tak rozpoczyna się jeden z bardziej popularnych „sucharów” w Polsce. Odpowiedź na pytanie („bo im Niemcy nie pozwolili”) wpisuje się w dominującą w naszym kraju narrację o czeskiej bierności w obliczu wojny. Popularny wojak Szwejk z pewnością nie ułatwia poprawy wizerunku czeskiej gotowości bojowej w oczach Polaków.
Niesprawiedliwie nadaliśmy Czechom łatkę biernych obserwatorów a Słowakom – kolaborantów. I choć wcale nie uważam, że partyzant siedzący w lesie jest lepszy czy gorszy od spokojnego rolnika, który chce po prostu przetrwać piekło wojny, sądzę, że Czechom (i Słowakom też) należy się po prostu prawda w tym temacie. Zwłaszcza w dniu 100-lecia powstania ich Republiki.

Zatem jak to z walecznością naszych południowych sąsiadów było ?

 

Szwejka przygody nie takie wesołe…

Skupmy się na okresie historycznym który utrwalił nam wizerunek Czecha-Szwejka, poczciwego, dobrodusznego biesiadnika, który od chwytania za broń woli zwykłe przetrwanie. Okres walk I wojny światowej, podobnie jak lata powojenne to dla Czechów lata okrutne. Jarzmo I wojny światowej jest dla Czechów zdecydowanie większe niż w Polsce, gdzie stanowi ono jakoby tło do odzyskania niepodległości – myśląc o 11 listopada widzimy Piłsudskiego, a nie miliony ofiar tej okrutnej wojny.

I wojna światowa to dla Czechów okres walk bratobójczych. Z jednej strony ogromną część wojsk Austro-Węgier stanowili właśnie Czesi. Z drugiej strony Korpus Czechosłowacki (zwany też Legionem) utworzony w carskiej Rosji. Ze wspomnień żołnierzy C.K. czeskiego pochodzenia zachowały się bolesne wspomnienia tych walk i wielkie brzemię świadomości, że „strzelało się do Czechów”. Mało w tej wizji szwejkowskiego klimatu. Republika (podobnie jak Rzeczpospolita) sklejała się z właśnie takich wzajemnych ran.

Między młotem a kowadłem

Dla zrozumienia sytuacji w jakiej znalazło się czesko-słowackie państwo w latach 30 należy przybliżyć sobie ich położenie. Małe państewko, wciśnięte pomiędzy Niemcami i wielką nomen omen rzeszą obywateli tego narodu na swoim terenie. Z odrodzoną Polską za miedzą, mającą ewidentnie aspiracje mocarstwowe (sorry, ale tak…). Czesi musieli czuć się nieswojo.
Nie rozumieli też absolutnie naszego machania szablą w stronę Rosji (to tak a propos roku 1920…). Wygrywał u nich pragmatyzm i myślenie: skoro zaraz przywalić nam mogą Niemcy, z Polakami ciężka rozmowa a Słowacy pierwsze co zrobią to się odłączą, musimy mieć jakiegoś silnego przyjaciela. Mimo republikańskich sympatii Tomasza G. Masaryka, Francja i Stany Zjednoczone były zbyt daleko. Rosja była bliżej. Z ideałami republikańskimi było tam – jak wiemy –  różnie, ale przynajmniej łączyła ich z Czechami obawa wobec Niemców, podobny język a dla niektórych wspólne frontowe wspomnienia z I wojny światowej. Czy mamy prawo zarzucać Czechom jakąkolwiek „uległość” w tej materii względem Moskwy? Wydaje się to wątpliwe…

Powstanie

Przejdźmy do II wojny światowej. Czeski ruch oporu naprawdę istniał i nie jest to żaden powód do podśmiechujek. Nawet jeśli polscy przewodnicy turystów po Pradze opowiadają niestworzone historię, że w powstaniu praskim zginął ktoś, bo pijany wypadł przez okno (cytat dosłowny – niech no jeszcze raz gdzieś przeczytam, że Czesi nas nie lubią, ech…).
Powstanie praskie nie trwało istotnie długo, bo tylko cztery dni, do 9 maja 1945 roku. Pochłonęło jednak życie ponad trzech i pół tysiąca powstańców i cztery tysiące cywilów.
A to tylko strona czeska. Do strony powstańczej dołączyła się również Rosyjska Armia Wyzwoleńcza, zwana „własowcami” (Rosjanie wcześniej walczący u boku Niemców). W powstaniu poległo ok 300 „własowców”. Armia Czerwona pod dowództwem Iwana Koniewa, która również włączyła się do walk, poniosła straty w ilości prawie 700 żołnierzy. Straty po stronie niemieckiej nie są dokładnie znane: szacuje się, że polec mogło ok. tysiąc żołnierzy.

W trakcie trwania powstania, 8 maja 1945 roku Niemcy, którzy przeważali uzbrojeniem i liczebnością dostają informację że o 2.00 nad ranem w Berlinie podpisano kapitulację III Rzeszy. To zmienia zupełnie układ sił. Przegrani Niemcy w Pradze są zmuszeni podjąć rozmowy z powstańcami.
W żadnym wypadku nie można tego zrywu porównywać do powstania w polskiej stolicy, które praktycznie skutkowało zrównaniem Warszawy z ziemią. Ale czy to uprawnia polskich przewodników do kpin i niewybrednych żartów? Z pewnością nie…

Zamach na Kata Pragi

W ostatnich latach głośniej mówi się o tym że czeski i słowacki ruch oporu „miał jednak” jakieś sukcesy i przywołuje się w tym celu udany zamach na „kata Pragi” Reinharda Heydricha, prawą rękę Himmlera. Temat zgrabnie opisał w swych książkach Szczygieł, ukazała się świetna publikacja Laurenta Bineta pod tytułem „HhHH. Zamach n kata Pragi” a dwa lata temu historię tę zekranizowano (film „Operacja Anthropoid”) z udziałem polskiego aktora Marcina Dorocińskiego.

Reinhard Heydrich został protektorem Czech i Moraw w 1941 roku. Zasłynął ze szczególnego okrucieństwa wobec ludności cywilnej. Decyzja o likwidacji Heydricha była dość szczególna – alianci nie kwapili się do tego typu zamachów. Wiedzieli dobrze, że mogą skończyć się jeszcze okrutniejszymi represjami wobec ludności cywilnej.
Niemniej decyzja o zgładzeniu Heydricha zapadła a do akcji o kryptonimie „Anthropoid” skierowani zostali czechosłowaccy spadochroniarze, szkoleni w tym celu na Wyspach:  Jozef Gabčik i Karel Svoboda. Niestety, w wyniku poważnego urazu czaszki Svoboda musi zostać odwołany z przeprowadzenia zamachu. Ostatecznie do Pragi wylecieli Czech Jan Kubiš i Słowak Jozef Gabčík.

27 maja 1942 roku, zgodnie z planem, czechosłowacki ruch oporu uderzył w trzecią osobę w Rzeszy. Niewiele jednak poszło zgodnie z planem. Gabčík wybiegł na jezdnie, jednak broń z której miał strzelać nie wypaliła. Kubiš rzucił więc w tył samochodu Heydricha bombę. Adiutant kata Pragi w tym czasie rzucił się za zamachowcami. Odłamki bomby istotnie zraniły poważnie Heydricha, jednak ani Kubiš ani Gabčík tego już nie wiedzieli. Uciekali w przekonaniu, że zamach się nie powiódł.
Reinhard Heydrich, z wyniku poniesionych obrażeń, umiera w szpitalu 8 dni później.

Za ten zamach czekał Czechów wielki akt zemsty ze strony Rzeszy. 10 czerwca Niemcy otoczyli miejscowość Lidice. Rozstrzelano tam ponad 170 mężczyzn zaś ponad 180 kobiet trafiło do obozów koncentracyjnych. W sumie zginęło 340 mieszkańców tej wioski, w tym 88 dzieci. Dziś w tej miejscowości stoi pomnik, przypominający o tej zbrodni. Każde z zamordowanych dzieci ma tam swoją osobną rzeźbę.

(foto: Hans Peter Schaefer)

(foto: Hans Peter Schaefer)

18 czerwca 1942 roku, Niemcy przeprowadzili oblężenie prawosławnej cerkwi Świętych Cyryla i Metodego na praskim Nowym Mieście. Tam ukrywali się zamachowcy. Po kilku godzinach akcji Kubiš i Gabčík wraz ze swoimi towarzyszami popełniają samobójstwo.

 

„Trzeci opór” 

Czesi mają również swoje spore zasługi na niwie walki z drugim okrutnym reżimem, mianowicie komunistycznym. Niezbyt często o tym sobie przypominamy.
Chociaż czescy i słowaccy komuniści szczycili się tym, że do władzy doszli własnymi siłami a do tego ze sporym i  autentycznym wsparciem społecznym (blisko 40 % poparcia zaraz po wojnie) ich terror nie różnił się zbytnio od polskiego. Ponad 260 tysięcy skazanych oraz represje skierowane w ok. 2 miliony Czechów i Słowaków.

Opór czesko-słowacki oparł się na kilkuset organizacjach. Czescy historycy nazwali ten etap „trzecim oporem” (po skierowanych kolejno przeciw Austriakom i nazistom). „Trzeci opór” prowadził działalność klasyczną dla tego typu formacji – od konspiracji, niezależnych wydawnictw na małym sabotażu zakończywszy. Na Zachodzie, pod opieką NATO, stworzono specjalne oddziały składające się z czeskich i słowackich emigrantów, które miały być rezerwuarem przyszłych, niepodległych sił zbrojnych tego kraju (tych krajów) a przez niektórych traktowane były wprost jako siły „narodowo-wyzwoleńcze”. W odpowiedzi na coraz silniejszy stalinowski terror pojawiły się pierwsze postulaty bezpośredniej walki konfrontacyjnej w samej Czechosłowacji.

Czescy „Wyklęci”? Proszę bardzo: Jest wiosna 1949 roku. Kombatant II wojny światowej, Viliam Žingor, były dowódca II Czechosłowackiej Brygady Partyzanckiej tworzy oddział partyzancki. W tym samym czasie w Pradze grupa inteligentów obmyśla plan zamachu stanu. Jedna i druga inicjatywa niestety tragicznie przegrywa z reżimem.

Na początku lat 50. Josef i Ctirad Mašinowie stają na czele grupy bojowej i zajmują się atakami na posterunki czechosłowackiej bezpieki. W 1953 roku realizują trudną misję przedostania się na Zachód przez NRD. Części formacji udało się przetrwać liczne obławy a sami bracia Mašinowie zasilili szeregi armii amerykańskiej.

Działalność dywersyjną prowadziły wówczas również inne formacje jak „Černý lev 777” atakujące posterunki bezpieki a nawet mające na koncie zamachy terrorystyczne (wybuch bomby w siedzibie KPCz w Milevsku czy atak granatami na siedzibę partii w Sedlčanach ) czy działająca aż do końca lat 50. formacja „Otello”. Większość czeskich i słowackich „Wyklętych” została przez stalinowski reżim skazana na śmierć bądź dożywocie.

Tanki nad Wełtawą…

Oczywiście nie można zapominać o tragicznych wydarzeniach roku 1968, w którym to również polskie wojska miały swój haniebny udział. Pisaliśmy o tym przy okazji rocznicy Praskiej Wiosny .
Całe szczęście tamte wydarzenia nie wpłynęły na większe poróżnienie między naszymi narodami i już w dekadę później możliwa była o wiele szersza współpraca między polskim podziemiem a czechosłowackim. Powstanie czechosłowackiej „Karty 77”, kluczowa rola w wydarzeniach z nią związanych Vaclava Havla, oraz strajki w Polsce i późniejsza „Solidarność” , zaczęły kształtować nie tylko nową wizję współistnienia Polaków i Czechów, ale i pchać Europę Wschodnią w stronę demokratycznych przemian. Symbolem początków tej drogi pozostaną zdjęcia z pierwszych spotkań polskich i czeskich dysydentów w Karkonoszach.  

Podsumowanie

To nie jest wesoły wpis. Opowiada w większości o bolesnych i traumatycznych przeżyciach czeskiego i słowackiego narodu podczas swoich ostatnich 100 lat. Sam mam słabość do Szwejka i tego co utkwiło nam w świadomości jako różnica między polskim machaniem szabelką a czeskim pragmatyzmem. Chłonę ten klimat, jest dla mnie jak terapia lecznicza i odwyk od wszechobecnego polskiego mesjanizmu. Podziwiam ten nadwełtawski dystans i liberalizm i cieszę się zawsze gdy odnosi sukces i budzi zazdrość naszych rodaków.

Ale wiem jednak, że to nie jest cała prawda. Przez tę łatkę pozwalającą niektórym spoglądać na Czechów z sympatią ale z (przyznajmy to) niezbyt dużą powagą, nasi sąsiedzi są krzywdzeni. Czesi również mają historię pełną okrutnych walk i przelanej krwi. A wiemy o tym niewiele.
Najwyższy czas odrobić tę lekcję. Wspólna rocznica 100-lecia niepodległości Polski i 100-lecia powstania niepodległego państwa Czechów i Słowaków to doskonała okazja do tego aby w końcu lepiej poznać swoje własne historie.
Aby jej najtragiczniejsze karty nigdy się już nie powtórzyły…

Please follow and like us: