O Słowacji piszemy rzadko, ale zawsze z wielką przyjemnością. Fakt wybrania na urząd Prezydenta Słowacji pierwszej w historii Pani Prezydent (czy jak sama określiła się w czasie kampanii – „Prezydentki”) musimy jednak odnotować w sposób szczególny. Zwłaszcza to, że z dnia na dzień stała się ulubienicą wielu polskich mediów oraz lokalnych polityków.

W czym rzecz? Čaputova istotnie „odstaje” od środkowo-europejskiej normy w ostatnich latach, gdzie prym władzy należy do podtatusiałych panów, o konserwatywnych wartościach i populistycznych ciągotach.
Choć trzeba przyznać, że polityka w Jej wydaniu „odstaje” również od sztywnych ram ideologicznych i klasycznego podziału na to, co konserwatywne i prawicowe oraz na to co liberalne i lewicowe. A zjednoczyć wokół siebie tłum potrafi, jak mało kto…

Jeszcze kilka miesięcy znana wyłącznie w kręgach działaczy ekologicznych (aktywnie walczyła z wysypiskiem śmieci w swojej miejscowości). 45-letnia prawniczka, laureatka „zielonego Nobla” (Nagrody Goldmanów), rozwódka, nie bojąca się tematów takich jak LGTB, choć potrafiąca zjednać wokół siebie ugrupowania centro-prawicowe a nawet konserwatywne i eurosceptyczne (Jej kandydaturę poparły nawet słowackie partie i ruchy polityczne, zrzeszone w tej samej europejskiej partii co polski PiS).
Do centrowej partii Progresywna Słowacja dołączyła dopiero dwa lata temu. Gdy skupiła się na działalności stricte politycznej, zrezygnowała z praktyki prawniczej (jak podkreślało wiele serwisów informacyjnych, gdyby w przyszłości chciała wrócić do palestry, czeka na Panią Prezydentkę seria egzaminów).

Co ciekawe, mimo swego umiarkownego przecież zaplecza, uchodzi za naprawdę progresywną persone w słowackiej polityce. Jej główny rywal, socjaldemokrata Maroš Šefčovič, brzmiał w czasie kampanii niczym eurosceptyczny konserwatysta (to nic nowego – po podobną retorykę sięga wywodzący się przecież z czechosłowackich socjaldemokratów Prezydent Czech Miloš Zeman).

A Pani Prezydent-elekt? Tuż po wyborze zdecydowała się na bardzo wymowny gest, czym jeszcze mocniej zamanifestowała swoje zaangażowanie w bieżące problemy swego kraju.


Čaputová  oddała hołd zamordowanemu dziennikarzowi śledczemu i jego narzeczonej, którzy zginęli rok temu w lutym w Velkiej Macy. Dziennikarz Jan Kuciak zajmował się powiązaniami otoczenia ówczesnego premiera Słowacji Roberta Fica z włoską mafią . Jego śmierć była przyczynkiem wielotysięcznych manifestacji antyrządowych. Gest Pani Prezydent był bardzo wymowny. Co podkreślano – nikt nigdy wcześniej nie zdecydował się na taki krok.

W Słowacji czuć potrzebę zmian – rozpisują się komentatorzy i publicyści. Czy aby tylko tam? Sympatia skierowana wobec Čaputovej błyskawicznie przedarła się na drugą stronę Tatr.

W Polsce o nowej Pani Prezydent z wielką czułością rozpisywały się zarówno NaTemat.pl , jak i lifestylowa Viva. Wszyscy podkreślali świeżość jej kandydatury ale i brak zaskoczenia wynikiem. Entuzjastycznie zareagowali również politycy opozycji, od centrum po polityków lewicy…

Zresztą nie tylko politycy rozpisywali się w gratulacjach. Mediami społecznościowymi płynęły do nowej Pani Prezydent lawiny pozytywnych komentarzy z Polski .

Czym sobie zasłużyła na tak wielką sympatię ze strony Polaków? Może bezpośredniością, powiewem świeżości i umiejętnym wykorzystaniem postulatów zmiany, mocno odczuwalnych u naszych południowych sąsiadów? A może po prostu połechtała nieco nasze narodowe ego, stwierdzając :


„Gdyby nie Polska, Słowacja nigdy nie weszłaby do NATO i następnie do UE i musimy być za to wdzięczni Polsce i polskim politykom”


Zuzana Čaputová


… a może to zmęczenie dotychczasową marnej jakości polityką nad Wisłą, budzi w nas ogromne nadzieje, jeśli tuż za miedzą pojawia się ktoś komu się chce, kto potrafi, kto jest przygotowany i w sposób naturalny jednoczy wokół siebie ludzi? Fenomen Zuzany Čaputovej, to w jaki sposób stała się symbolem chęci zmian i jakie pozytywne odczucia budzi również u nas, przypomina nieco sympatie jakimi darzyliśmy innego, czechosłowackiego prezydenta.
I niechaj Zuzana Čaputová podąża podobną ścieżką!

(foto: Slavomír Frešo )

Please follow and like us: